Wojna to trudny temat. Nie będziemy się zanurzać w jej okropności. Opowiemy Wam tylko co nieco o niemieckim cannabis w tamtym okresie. W 1935 roku uprawiano konopie 3600 hektarach, w 1939 już na 16 000 hektarów. Dlaczego? Dlatego, że Hitler i NSDAP chcieli, by w czasie wojny Niemcy były samowystarczalne.

Konopie rosną szybko i niemal na każdej glebie. Można z nich zrobić właściwie wszystko, przerobić na setki produktów. W okresie wojny non stop potrzebne były drelichy, mundury, plecaki, plandeki, czy namioty. Na polach Niemców pracowali robotnicy przymusowi. 16 000 hektarów pokrywało 80% zapotrzebowania na roślinę, pozostałe 20% sprowadzano z Włoch. Na ulotkach do ludu pisano:
Uprawa konopi powinnością narodu!
Chcemy być wolni i niezależni. (…) Dlatego każdy, kto ma odpowiednią powierzchnię, musi uprawiać konopie. Nikomu nie wolno uchylać się od tego narodowego obowiązku. Dołóżcie swoją cegiełkę i pytajcie o korzystne warunki w stowarzyszeniu rolniczym lub w lokalnych organach administracyjnych.
Niemcy, jakby przewidując przyszłość – kotonizowali, czyli mechanicznie lub chemicznie rozdzielali włókna łykowe konopi już od początku XX wieku, dzięki temu procesowi produkty z konopi były podobne do tych z bawełny.
Dla obywateli, którzy mieli uprawiać konopie – powstał w 1942 roku film instruktażowy. Zobaczcie, co udało się uratować historykom:
Po wojnie – konopie już nie były tak pożądane. Produkcja w całej Europie spadła, uchowało się jedynie kilka niewielkich plantacji we Włoszech. Ich miejsce zajęły konopie manilskie. Niech nie zmyli Was konopna nazwa, konopie manilskie to gatunek banana :); zbierane ze względu na włókno, które można pozyskać z łodyg liściowych. Ok, nie mącimy już więcej, konopie manilskie to po prostu JUTA. Popularna była także bawełna z USA i sizal z Afryki. A chwilę później wynaleziono sztuczne, jeszcze tańsze w produkcji włókna, np. nylon.
Zalecamy, by podchodzić do tematu marihuany rozważnie i nie zapominać o potencjalnym ryzyku związanym z zażywaniem tej substancji.